|
PORÓWNANIE OŚWIATY POLSKIEJ, EUROPEJSKIEJ I AMERYKAŃSKIEJ
 Przeglądając obiegowe opinie serwisów internetowych nie zawracających sobie głowy rzetelnością danych oraz właściwą ich interpretacją przez odbiorcę można odnieść wrażenie, iż różnice w systemie oświaty na świecie ograniczają się do innej skali ocen, sposobu świętowania matur czy liczby dni wolnych. Bardzo dobrze wypozycjonowany serwis „dla nastolatek” – kotek.pl – w taki właśnie sposób upraszcza wizję edukacji globalnej – niejako przyczyniając się do obniżenia jej poziomu.
Sprawa, rzecz jasna jest dużo bardziej złożona niż się ją zwykło przedstawiać w przystępnych środkach przekazu. Różnice w edukacji w Polsce, europie i na świecie biorą się głównie ze stopnia rozwoju poszczególnych krajów. Niczym dziwnym nie jest więc, iż Polska nie posiada takiego zaplecza intelektualnego jak np. USA czy Wielka Brytania. Jest to spowodowane czasem istnienia demokracji i wolnego rynku, które są oczywistymi czynnikami rozwoju, a co za tym idzie poziomu oświaty. Dyskusje na temat tego czy ostatnie dwie dekady zostały odpowiednio wykorzystane, a niezbędne regulacje i reformy zostały wprowadzone w życie, są moim zdaniem bezsensowne gdyż odpowiedź jest jasna – nie zostały, a na pewno nie zostały wprowadzone poprawnie.
Zasadniczą zmianą w szkolnictwie było utworzenie gimnazjów. „Zmiana ta miała na celu podwyższenie poziomu edukacji, poprawę warunków kształcenia, dostosowanie oświaty do wymogów Unii Europejskiej, odejście od przeładowanych programów nauczania oraz zmniejszenie różnic między kształceniem w miastach i na wsi.” Jak to wygląda w praktyce? Miast zachować ciągłość nauczania ogólnego, uczniom wpycha się do głów wciąż te same informacje (wzbogacane co poziom kształcenia). Jakie są tego skutki? Młodzież na etapie liceów nie widzi sensu w uczeniu się kolejny raz tego samego (i nic w tym dziwnego), nauczyciele nieraz mając podobne podejście co ich podopieczni, po prostu przepuszczają uczniów z klasy do klasy, poziom matur jest systematycznie zaniżany w celu zamaskowania rzeczywistego poziomu edukacji, a „wykształcenie” najczęściej oznacza już tylko papier świadczący o przetrwaniu kolejnych kilku lat. Tymczasem alarmujące sygnały płyną już z wielu źródeł, coraz częściej pojawiają się nagłówki takie jak w Newsweeku z 10 października: „Nauczyciele akademiccy są przerażeni – polscy studenci są coraz głupsi. Niestety, może być jeszcze gorzej.”. Artykuł kreśli katastrofalną wizję polskiej oświaty opierając się na założeniu, iż w dobie wymuszonej konkurencji uczelni wyższych poziom nauczania zostaje stopniowo, acz konsekwentnie zaniżany. Oczywiście takie generalizowanie jest przesadne. Sprawa nie wszędzie wygląda tak samo – bo są szkoły które dają uczniom czy studentom możliwości rozwoju, które oni wykorzystują następnie pracując na dobrze płatnych stanowiskach, jednakże możliwości korzystania z takich perspektyw mają tylko osoby o najwyższej umiejętności adaptacji do warunków, cała reszta jest skazana na pracę nudną, bez perspektyw lub bezrobocie.
Nie musiałoby tak być gdyby państwo zagwarantowało młodym ludziom solidną edukację w zawodzie, porządne praktyki i ukierunkowało politykę pracy i oświaty na fachowców, a nie na ogólnokształcący bubel. Coraz częściej słyszy się głosy niezadowolonych ze swojej sytuacji materialnej (a co za tym idzie komplikacjami osobistymi). „Mam magistra, a pracuję na kasie.” pomijając kwestie oczywiste (jakie studia pan/pani skończył/a) pozostaje pytanie dlaczego Ci ludzie myśleli, że czeka ich praca w wyuczonym „zawodzie”? Państwo przez szkolnictwo wiecznie-ogólne wyrobiło w nich przeświadczenie, że tego oczekuje pracodawca - średniactwa we wszystkim. Jest to wierutną bzdurą – nowoczesny pracodawca oczekuje od pracownika przede wszystkim tego by był najlepszy w pewnej dziedzinie, a jeśli jest otwarty na „coś ponad” – to dobrze i tyle.
Nie można również zapominać o zapleczu czysto inteligenckim – ludzi o najwyższej sprawności umysłów, jednak na szczęście na potrzeby krajowe oświata w tym zakresie funkcjonuje nie najgorzej. Jednak warto zaznaczyć że osoby z najwyższymi kwalifikacjami nie zawsze są odpowiednio eksploatowane przez państwo. Polsce brakuje państwowych centrów badań i planowania które byłyby najskuteczniejszym sposobem na ukierunkowanie działań ludzkich do celów ogólnego dobra społeczeństwa.
Porządny system odpowiadający powyższym założeniom posiadają już Niemcy, Holandia, Wielka Brytania i Francja, w USA natomiast podobny funkcjonuje od lat jednak przybiera on niekiedy kuriozalną postać społeczeństwa które nie potrafi określić położenia geograficznego dużych, znanych krajów, a nawet całych kontynentów. Oświata by była skuteczna musi opierać się na zbalansowaniu wiedzy ogólnej i specjalistycznej oraz dawać możliwości rozwoju zainteresowań i pasji.
Polska na tle świata nie wypada fatalnie, jednak abyśmy mogli cieszyć się zdrowym społeczeństwem, niezbędne są działania i inicjatywy, zarówno odgórne jak i oddolne które zmierzałyby do generalnej zmiany kierunku myślenia o sposobach i celach edukacji.
Źródła: Newsweek.pl; Wikipedia.pl; sciaga.pl
Marcin Ronal |