Czwarty z kolei album belgijskiego muzyka Woutera De Backera, pt. „Making Mirrors” pojawił się na rynku co prawda już kilka miesięcy temu, ale w moje ręce trafił dopiero w tym tygodniu. Trzydziesto dwu letni muzyk od małego mieszka w Australii, dzięki czemu powstają takie a nie inne dzieła. Dla mnie kopalnią indie rocka jest właśnie ten, położony na półkuli południowej kraj.
Ale do rzeczy. Ten artysta znany Wam pewnie jako Gotye, zamieścił w albumie piętnaście naprawdę dobrych kawałków. Płyty słucha się wyjątkowo przyjemnie, ale nie ma to związku z tym, że utwory są banalne. Nic z tych rzeczy. Możliwe, że odbiciem tytułu płyty są właśnie gatunki. Znajdziemy bowiem na tym krążku coś z popu, coś z elektroniki, a nawet i tu uwaga… z retro! Mało kto kusi się dziś na takie połączenia. Co ciekawe, a do czego nawiązać muszę to fakt, iż okładka płyty jest rysunkiem jego ojca znalezionym po wielu latach w rodzinnym domu. Krążek otwiera utwór, pt. „Making Mirrors”, który trwa zaledwie minutę. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autor wprowadza mnie w swój świat małymi kroczkami, bo kolejne utwory są nieco dłuższe od poprzednich i ma się wrażenie, że wchodzimy w ten świat jakimiś częściami. Dopiero gdy płyta dobiega końca skrzydła tego muzyka są w pełni rozwinięte. W utworze „Somebody That I Used To Know” Wouterowi towarzyszy Kimbra (nowozelandzka wokalistka o bardzo charakterystycznej barwie). Singiel odniósł duży sukces. Zajął pierwsze miejsce na liście ARIA Top 50 Singles Chart, a na festiwalu Splendour In the Grass stał się przebojem, na samym końcu dodam, że uzyskał status platyny. Powinniście zobaczyć teledysk do tego utworu, bo jest bardzo, ale to bardzo specyficzny. Na tle ściany pomalowanej w trójkąty i odłamki figur geometrycznych oglądamy dwójkę bohaterów, czyli Gotye i Kimbrę. Dla fanów lat 80. kilka utworów będzie miłym powrotem do tamtych czasów, bo artysta otwarcie mówi o swoich inspiracjach takimi zespołami, jak: Depeche Mode czy The Police. „Don’t Worry We’ll Be Watching You”, „Giving Me A Chance” – nie tyle co Was zaskoczą, ale z całkowitą pewnością pozwolą Wam się odprężyć. Dwa ostatnie utwory to bonusy, remix singla „Somebody That I Used To Know” z podtytułem „Faux Pas” i „"Showdown Below My Sombrero”. Zachwyca głosem, piosenkami i pomysłowością. Co jest najbardziej intrygujące? Uderzające podobieństwo wokalno – fizyczne do Stniga. Panowie może nie zwrócą na to uwagi, ale panie z pewnością nie ominą takiego szczegółu.
Polecam (ugh, jakież to nieprecyzyjne) każdemu, kto ma sentyment do popu, indie rocka, gitar i elektroniki. Album warty jest uwagi z różnych względów. Wcześniej wspominanego wokalu, a przede wszystkim specyficznych rozwiązań artysty. Wydaje mi się, że każdy ma swoją definicję muzyki i gatunku. Jest w tym coś z muzyki alternatywnej? Dla jednych tak, dla drugich nie. Ale przecież nie powinniśmy kierować się tylko i wyłącznie (często mało trafnymi) opisami i definicjami. Może ktoś z Was ma takie podejście jak ja i słucha właśnie muzyki, a nie gatunku ?
|